Clint Jones -Malarz, wędkarz, myśliwy, a od lata także super-skoczek

Jeszcze rok temu tematem rozmów były osiągnięcia jego kolegi z drużyny, Alana Alborna. Tego lata z cienia wyszedł młodziutki, 17-letni, Clint Jones, zdobywając kolejne miejsca na podium i kończąc Letnie Grand Prix na drugim miejscu.

„Jestem obecnie tak mocny fizycznie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Konsekwentnie trenowałem i wykorzystałem optymalnie możliwości, które mamy w Park City,” mówi pewny siebie Amerykanin.

Na scenie skoków narciarskich Clint Jones jest już obecny długo. Kiedy miał pięć lat zaczął uprawiać tę dyscyplinę. Wzorem był jego o pięć lat starszy brat Rob, który występował w narodowej drużynie, ale karierę przerwał mu ciężki upadek. Nigdy już nie powtórzył wcześniejszych osiągnięć.
„Mentalnie nigdy całkiem nie ochłonął po tym”, opowiada Clint, który od ukończenia ósmego roku życia wie, że chce uprawiać skoki narciarskie z umiarem. W wieku 13 lat należał już do „rozwijającej” się drużyny Stanów Zjednoczonych.

„Początek był ciężki. Miałem długotygodniowe przerwy w szkole, ale na szczęście od roku chodzę do prywatnej szkoły tylko z sześcioma lub siedmioma uczniami w klasie. To pozwala lepiej połączyć szkołę i naukę,” podsumowuje Amerykanin.
Jones, obok skoków narciarskich, prowadzi spokojne życie. Pomimo częstych podróży i treningów stara się poświęcać czas także innym zajęciom.
„Chętnie łowię ryby, poluję i biwakuję, lubię czynny wypoczynek. Słucham dużo muzyki, sam gram na gitarze i maluję.”

To, że jego hobby związane z naturą przypominają te Alana Alborna, który w lasach Alaski szuka spokoju, jest czystym przypadkiem. „Jesteśmy wprawdzie zawsze kolegami z pokoju hotelowego, ale prywatnie prawie nie spędzamy razem czasu.
Z wyjątkiem kiedy latamy. Alan ma swój samolot w pobliżu Park City, przywozi i zabiera nas ze sobą.”
Najlepszym przyjacielem Clinta wśród zawodników jest fiński junior Kimmo Yliriesto. „Nie znam dobrze wielu skoczków, a z Kimmo rozumiem się najlepiej.”

Swój drugi sezon w Pucharze Świata rozpocznie jako 18-latek.
Jones ma jeszcze dużo czasu, aby osiągnąć swój wymarzony cel: zwycięstwo w klasyfikacji Pucharu Świata lub mistrzostwo olimpijskie. Jednak sam uważa, że te osiągnięcia nie są sobie równe: „Zwycięstwo w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata potwierdza dobrą formę demonstrowaną przez długi okres czasu, co być może w sporcie ma większe znaczenie. Zwycięzcą olimpijskim można zostać jeśli tego dnia wszystko pójdzie pomyślnie. Ale dla publiczności to olimpijski medal ma o wiele większą wartość, niż zwycięstwo w Pucharze Świata. Trzeba zawsze coś wyjaśniać i udowadniać. Złoty medal olimpijski nie wymaga żadnych dodatkowych słów.”

Najważniejszym wydarzeniem sezonu dla Clinta Jonesa będzie zakończenie sezonu w Planicy. „Cieszę się cały rok na myśl o tym wydarzeniu. Nie ma drugiej takiej skoczni jak ta.”
To, że Planica jest także ulubionym miejscem fanów, gdzie sprzedaje się największe ilości alkoholu, Clinta raczej mało dotyczy.
„Ale atmosfera podczas zawodów jest po prostu kapitalna”, mówi Jones.
Amerykanin ma swoich wiernych fanów pomimo, że niektórych poddaje krytyce: „Nie rozumiem ludzi, którzy biegają, żeby dostać autograf, a później pytają: …a kto to jest w ogóle? Ja miałem również swoich idoli. W Ameryce każdy ma plakat, jakiegoś sportowca, baseballisty czy futbolisty, powieszony nad łóżkiem.
Ale ci ludzie podziwiają i wielbią tę osobę z jakiegoś powodu, znają ją, śledzą, gonią i wiedzą co robią. To coś znaczy.
Ja to rozumiem, ale nie, jeśli ktoś zbiera autografy i wcale nie wie od kogo one są.”
Jones zawsze był i jest wielbicielem Espena Bredesena. „Sądzę, że jest po prostu cool”.

Jeśli kariera Clinta Jonesa będzie biegła w górę tak szybko, jak podczas tego lata, nigdy nie zostanie już zapytany o swoje imię.
To inni będą mówić o nim: on jest po prostu cool.

Kategorie: Sporty zimowe

0 Komentarzy

Dodaj komentarz